Za oknem 30 stopni, więc pora idealna na przeprowadzenie testu klimatyzera Rovus Arctic Air Ultra. Jest to następca modelu Acrtic Air, który testowaliśmy w zeszłym roku i który wzbudzał spore kontrowersje od zachwytu po niesamowity hejt. Czy tak będzie w przypadku nowej wersji Ultra?

Zróbmy sobie zatem porównanie starej wersji i nowej i sprawdźmy, który okaże się lepszy.

Rovus Arctic Air vs. Rovus Arctic Air Ultra wygląd zewnętrzny

Nowa wersja jest nieco smuklejsza i ma niewiele mniejsze wymiary, natomiast sam otwór przez który wydobywa się powietrze jest delikatnie większy. Ten efekt uzyskano dzięki przeniesieniu pojemnika na wodę na górę urządzenia. Na froncie urządzenia mamy wyraźny napis „Arctic Air”, w starym modelu był on ledwo widoczny na kratce nawiewu oraz z góry urządzenia. Jeśli już o kratkach nawiewu mowa to nowy model Ultra, podobnie jak poprzednik ma je regulowane w pionie. W nowej wersji strumieniem powietrza sterujemy dzięki wystającej z kratki łopatce, natomiast stara wersja regulację miała poprzez suwak z boku urządzenia.

Jak widzicie w nowej wersji ubył jeden przycisk. Wersja Ultra włącznik i regulator mocy nawiewu ma w jednym przycisku. W starej wersji (zdjęcie powyżej) na środku mamy duży włącznik. Same przyciski w wersji Ultra chodzą ciszej, bez charakterystycznego głośnego kliku, który ma miejsce w wersji poprzedniej.

Jeśli ktoś chce aby jego klimatyzer służył również jako nocna lampka, zdecydowanie niech wybierze starszą wersję. Nowa pozbawiona jest kolorowego podświetlenia i światło w wersji Ultra jest jedynie niebieskie z różnym tego koloru natężeniem, który sterujemy przyciskiem.

Z tyłu oba urządzenia wyglądają podobnie. Zmieniło się natomiast zasilanie. Stary model zasilany jest z kabla USB a wtyczka znajduje się  z dołu urządzenia, natomiast wersja ulta zasilana jest z kabla, który ma końcówkę typu bolec, a gniazdo zasilania umieszczono na górze urządzenia.

Rovus mam nadzieję dzięki sugestiom i opiniom konsumentów, przełożył gniazdo zasilania z dołu na górę ponieważ w swoich opiniach często wskazywaliście, że gniazdo USB w starym modelu ulegało zalaniu i nie był to wcale odosobniony przypadek. Przyznam się, że i mi się udało zalać to gniazdo i tylko szybka reakcja poprzez wyciągnięcie przewodu zasilającego uchroniło Arctic Air przed przepaleniem. Wydaje mi się, że stara wersja ma delikatną wadę konstrukcyjną w postaci zbyt małej pojemności dolnej tacki na wodę. Zbyt duża ilość wody potrafiła się przelać i dostać do elektroniki urządzenia. Mnie się to zdarzyło po paru miesiącach użytkowania i dalej nie mam 100% pewności co było tego przyczyną.

Rovus Arctic Air vs Rovus Artic Air Ultra – wnętrze urządzenia

Sama filozofia konstrukcyjna obu urządzeń jest taka sama. Powietrze zasysane z tyłu urządzenia przepływa przez nasączone zimną wodą wkłady i wypływa z przodu już schłodzone. Stara wersja Rovus Arctic Air miała wkład przypominający bibułę, w nowej wersji zastosowano materiał przypominający gąbkę (coś podobnego jak ściereczkogąbki, które można kupić w marketach)

W nowej wersji wygląda to bardziej estetycznie, ale coś mi się wydaje, że temperatura powietrza wydmuchiwana ze starej wersji będzie nieco niższa (przez gęściej ułożone wkłady z bibuły). Ale test pokaże.

Największą zmianą, która wpływa na jakość chłodzenia jest zastosowanie innych wiatraków. Nowa wersja otrzymała wiatrak o symbolu 12025H12S

Co to oznacza? Oznacza to, że wiatrak w nowej wersji potrafi się rozpędzić do 2200 obrotów na minutę. Przypomnijmy, że wiatrak w starej wersji kręcił się z prędkością maksymalną „tylko” 1500 obrotów na minutę. Różnica zatem jest znacząca. Niestety coś za coś. Nowa wersja pobiera 9W, natomiast stara wersja pobiera ok 5W. Oczywiście nie jest to dużo w porównaniu do mojego stacjonarnego cyrkulatora, który na najwyższych obrotach ma apetyt na 170W

Rovus Arctic Air Ultra i stary Rovus Arctic Air test praktyczny

Film zastąpi tysiące słów, więc zapraszam do oglądania:


Do testu przygotowałem się już kilka dni wcześniej. Specjalnie kupiłem anemomentr, którym zmierzyłem prędkość powietrza opuszczającego urządzenie oraz jego temperaturę. Dodatkowo zakupiłem sonometr, którym zmierzyłem poziom hałasu generowany przez oba urządzenia.

Oba Rovusy postawiłem 40 cm od anemometru.

Wynik jest następujący:

Prędkość wydmuchiwanego powietrza w starym Rovus Arcic Air – 7 km/h

Prędkość wydmuchiwanego powietrza w nowym Rovus Arcic Air Ultra – 11 km/h

Temparatura wydmuchiwanego powietrza przy zamrożonych wkładach i zalanej wodzie z lodówki jest niższa od temperatury otoczenia o ok 4,2 stopnie Celsujsza i przez kilka godzin zmniejsza się do 2 stopni Celsjusza niższej od temperatury otoczenia. Przy czym stara wersja Rovusa wydmuchuje temperaturę o ok. 0,6 stopnia C niższą.

Który Rovus lepiej chłodzi?

Pomimo, że stara wersja Rovusa wydmuchuje powietrze chłodniejsze o ok. 0,6 stopnia Celsjusza to większa prędkość wiatraka niweluje tę różnicę i efekt chłodzenia nowa wersja Rovus Arctic Air daje lepszy.

Podsumowanie – zalety i wady obu urządzeń

Stara wersja Rovus Arctic Air

Zalety:

  • Można podłączyć zasilanie do USB komputera
  • Funkcja lampki nocnej
  • Cichsza praca
  • Niższa temperatura wydmuchiwanego powietrza
  • Mniejszy pobór prądu(ok. 5W)

Wady:

  • Wysokie ryzyko zalania elektroniki
  • Gorsze uczucie chłodzenia niż nowa wersja
  • Gorsza jakość wykonania
  • Gorsza ergonomia (trudniejsze nalewanie wody do zbiornika)
  • Ryzyko poluzowania portu USB i wypadania kabla zasilającego

Nowa wersja Rovus Arctic Air Ultra

Zalety:

  • Lepsze uczucie chłodzenia – to chyba najważniejszy parametr
  • Mocniejszy wiatrak
  • Lepsza jakość wykonania
  • Niskie ryzyko wyrwania przewodu zasilającego
  • Lepsza ergonomia – łatwiejsze wyjmowanie filtra

Wady:

  • Głośniejsza praca
  • Większy pobór prądu (ok. 9W)

 

Oryginalny Rovus Arctic Air Ultra

Rovus Arctic Air Ultra

169 zł
7.8

Jakość wykonania

8.0/10

Design/Wzornictwo

7.0/10

Chłodzenie

8.0/10

Stosunek cena/jakość

7.0/10

Łatwość użytkowania

9.0/10

Zalety

  • Dobre uczucie chłodzenia
  • Dobra jakość wykonania
  • Mocny wiatrak

Wady

  • Dość głośna praca